ban3.png

620Nasz świat podzielony jest na kontynenty i państwa. Oplata go siatka granic. Posługujemy się różnymi językami. To jednak nie zmienia faktu, że jesteśmy jedną ludzką rodziną i dziećmi jednego Ojca, który jest w Niebie. I jest jeden język, który rozumiemy wszyscy. To język miłości. Chcę podzielić się z wami historią, w której było miejsce i dla mnie. Dla Boga nie istnieją żadne granice. On patrzy z miłością na każdego z nas i pragnie, abyśmy tak patrzyli na siebie nawzajem.

Był rok 1994 kiedy wybuchła wojna w Rwandzie. W ciągu kilku miesięcy, w strasznych masakrach, zginęło ponad milion ludzi. Pracowałam wtedy na Ukrainie, ale tam, w Rwandzie, były nasze siostry i całe nasze Zgromadzenie żyło tamtymi wydarzeniami. W grudniu 94 roku otrzymałam propozycję, aby na pół roku dołączyć do naszych sióstr w Rwandzie. Zrobienie wizy wymagało trochę czasu, ale już w pierwszych dniach lutego 95 roku , stanęłam na ziemi rwandyjskiej. Było już spokojniej, ale wojna trwała nadal.

Rwanda to niezwykle piękny kraj, położony w sercu Afryki. Nazywana była też Krajem Tysiąca Wzgórz. Na jej piękno położyły się cieniem tysiące krzyży pomordowanych w okrutny sposób… Morze ludzi okaleczonych fizycznie i duchowo. Każda wojna zostawia rany… Zwycięzcy są również ofiarami. Zamieszkałam z siostrami w stolicy kraju Kigali. Codziennie dojeżdżałam do małej miejscowości Masaka. Przed wojną siostry tam mieszkały i prowadziły dyspanser. Po wojnie wszystko funkcjonowało prawie jak dawniej, ale niebezpiecznie było tam zamieszkać. Wszędzie było dużo wojska. Kontrole przy wyjeździe z każdego miasta i przy wjeździe również. Atmosfera napięta.

Było to moje pierwsze spotkanie z Afryką, siostrami Rwandyjkami i Polkami, które tam pracowały wtedy. Byłam pełna podziwu dla nich. Przeżyły wiele, ale zachowały w sobie tyle dobra, ciepła, miłości… Jestem im niezmiernie wdzięczna za dobroć, której doświadczałam na co dzień. Znalazłam się wśród nich tak niespodziewanie. Dobroć jest jak kamyk, który pociąga za sobą całą lawinę dobra. I o takiej lawinie chcę wam napisać.

W kraju było bardzo dużo sierot. Wiele dzieci było świadkami okrutnej śmierci swoich rodziców. Jedna z sióstr opiekowała się sierotami w Kigali. Bardzo starała się, aby dzieci mogły się uczyć. Zdobywała więc, gdzie tylko mogła, fundusze na ten cel. Wśród dzieci był chłopiec, który krótko przed wojną był ze swoim ojcem w Bolonii, gdzie brał udział w bardzo znanym festiwalu dziecięcym Antonianum. Zajął jedno z pierwszych miejsc, drugie albo trzecie. Nie pamiętam już dokładnie. Był w grupie najmłodszych dzieci. Miał nie więcej niż pięć lat. Krótko po ich powrocie do Rwandy, wybuchła wojna. Oboje rodzice zginęli. Z jego domu nie zostało nic. Ocalały jedynie jego fotografie z festiwalu. Siostra poprosiła mnie, abym napisała list w jego sprawie. Pracowałaś w Italii, mówiła, znasz język… Nie bardzo wiedziałam do kogo pisać. Przyjechałam przecież z Ukrainy. Minęło już sporo czasu od mojego wyjazdu z Italii. Siostra była jednak dla mnie tak dobra, że nie mogłam jej odmówić. Napisałam list. List został wysłany. O całej sprawie szybko zapomniałam. Czas mojej misji minął i wróciłam na Ukrainę. Minęło kilka lat. Przyjechałam do Polski. Trzeba było podmienić siostrę w Bolonii, która musiała dokończyć studia. Los padł na mnie. Znałam język i szpital, bo kiedyś i ja tam pracowałam więc z marszu mogłam przejąć jej obowiązki. Tak też się i stało. Kiedyś poszłam odwiedzić znajomą siostrę, która była tam operowana. Sala 3 – łóżkowa, siostra na końcu. W czasie mojej wizyty, wszedł na salę starszy mężczyzna i zatrzymał się przy pierwszym łóżku. Nic nadzwyczajnego. Przyszedł w odwiedziny podobnie jak ja. On jednak nie spuszczał ze mnie wzroku. Nie rozumiałam tego. W pewnym momencie pożegnałam się z siostrą i ruszyłam do wyjścia. Gdy byłam na wysokości tamtego łóżka, mężczyzna nie wytrzymał i zapytał mnie czy znam siostry z Rwandy. Dziwnie to zabrzmiało, bo w Rwandzie jest dużo zgromadzeń, ale pomyślałam, że mój strój musi być mu znany. Odpowiedziałam więc, że tak. A on od razu zaczął opowiadać o liście i chłopcu… To był mój list! Dla nas obojga to było niesamowite spotkanie. Okazało się, że jest on lekarzem anestezjologiem i jeździ co jakiś czas do Rwandy, aby służyć tam swoją wiedzą. Przez chłopca, którego losami bardzo się przejął, poznał moje współsiostry. A ja poznałam dalszą historię tego chłopca, już młodzieńca, który dzięki doktorowi zdobył wykształcenie i znalazł w nim prawdziwego przyjaciela, zatroskanego o jego los.

Jestem teraz w Rosji, na Uralu i stąd piszę ten list. Nie mogę dołączyć zdjęć, bo zostały gdzieś w Polsce. Ta historia jest we mnie bardzo żywa. Po raz pierwszy ją opisuję, bo poprosiła mnie siostra, której dobroci doświadczyłam wiele razy… Nie mogłam jej odmówić… Wystarczy okruch dobra, aby spowodować lawinę.

Jesteśmy w okresie Wielkiego Postu. Zastanawiamy się czasami nad postanowieniami wielkopostnymi. Może po prostu wystarczy być dobrymi, aby ruszyła cała lawina dobra. Dobra i miłości nie może zatrzymać żadna granica. A nasza modlitwa? Na skrzydłach modlitwy możemy dotrzeć w każdy zakątek świata. Jaka siła drzemie w każdym z nas!

Św. Wincenty Pallotti mówił, że powinniśmy postępować tak, jakby wszystko zależało od nas, nie zapominając jednak, że od nas nic nie zależy. Wszystko zależy od Boga. Jezus tak bardzo kocha każdego z nas, że każdemu z nas daje możliwość bycia takim okruchem dobra w tej wielkiej lawinie, której nie zatrzyma żadna granica. Dla jednych będzie to działanie, dla innych dar cierpienia, dla wszystkich modlitwa, a wszystko razem na nieskończoną chwałę Bożą, dla zniszczenia grzechu i dla zbawienia dusz.

‘’ Przyjdźcie, zobaczcie dzieła Pana, dzieła zdumiewające, których dokonuje na ziemi ‘’ ( Ps 46,9 ).

Serdecznie pozdrawiam wszystkich, którzy będą to czytać. Do zobaczenia w Niebie!

s. Maria Ganakowska SAC, Rosja

Kontakt

Centrum Misyjne Sióstr Pallotynek

ul. Wojciechowskiego 12

02-495 Warszawa

tel.(22)-662-48-34 

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

 

konto misyjne - Afryka

56 1240 6218 1111 0000 4618 4036

konto - Wschód

97 1240 6218 1111 0010 6973 6222

konto w walucie EURO

73 1240 6218 1978 0010 5383 6714

 

Zapraszamy na:

www.misjepallotynek.pl

 

Adopcja Serca Ruch "Maitri"

www.maitri.pl

św. Wincetnty Pallotti

12.png

INTENCJA MISYJNA

2021 04

Siostry Pallotynki w Afryce

1

dziękują za 1%

3.png

Centrum Misyjne Sióstr Pallotynek 2014. All rights reserved

Powerd by PUSHMEDIA - Kliknij dobre media 

Vinaora Visitors Counter